Posty otagowane ‘Łódź

17
cze
08

zdjęcia rozbite w słowa

Z 14.06.08:

Jak wracałem, byłem świadkiem kilku dość uderzających widoków. Najłatwiej byłoby je uchwycić w zdjęcia, ale, cholera, nie miałem aparatu.

Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Zaczynamy.

Godziny bardzo-wczesno-poranne to okres wzmożonej mobilności biedoty miejskiej. Wielu z nich budzi się wtedy w swoich wcześniej upatrzonych melinach (o ile mają dostęp do chociaż tego) i idzie szukać. Po nocnych balangach tych, którym się powiodło, zostaje mnóstwo śmieci, które dla tych ludzi często okazują się wcale wartościowe. Aluminium, resztki jedzenia, poniszczone ciuchy. Wczesny ranek to najlepsza pora na ich pozbieranie.

Również dlatego, że wtedy niewielu patrzy.

Niedawno czytałem artykuł w Expressie o dziennikarce, która na jeden dzień przebrała się za cygankę-żebraczkę. Pisała ona, że nigdy w życiu nie czuła się tak upokorzona. Może ci ludzie czują się wcale podobnie. Jeśli tak, nie dziwię im się dlaczego nie chcą się pokazywać, ani trochę.

Scena: ulica Piotrkowska, około godziny 5 rano.

Obrazek pierwszy. Kobieta o zniszczonych włosach zebranymi w coś rodzaju koka, w wytartej i poszarpanej przy brzegach pomarańczowej kurtce. Odsłonięte przez zbyt krótkie spodnie poranione nogi, na nich sandały – na jednym z nich urwany jeden pasek spinający.

Kobieta ta stoi i patrzy na wystawę jeszcze zamkniętego sklepu jubilerskiego, oglądając biżuterię na którą pewnie nigdy nie będzie mogła sobie pozwolić.

Kolejne zdjęcie. Wysoki, stary facet o bardzo długich, siwych włosach i takiej samej brodzie. Przeplatające się, nieuczesane. Ma na sobie stary, zielony płaszcz w stylu, który wyszedł z mody w okolicach pierestojki i głasnosti – z pagonami i charakterystycznym paskiem. Wygląda, jakby od lat nie pozwolił sobie na zakup jakiegokolwiek nowego ciuchu.

Ma w uszach białe słuchawki. Wyglądają, jak od iPoda.

Cyk-cyk. Riff, sklep muzyczny. Jak ktoś jest z Łodzi, to wie jak to wygląda. W ścianie od strony ulicy jest wnęka ze schodami, które prowadzą do wejścia sklepu. Jeśli ktoś by w tej wnęce, na przykład, leżał, to nie byłoby go widać w całości, dopóki ktoś by nie przechodził obok i nie był w stanie do tej wnęki zajrzeć. Jeszcze mnie tam nie ma, widzę w oddali wystające czyjeś nogi. Żul, myślę sobie, nawet cwane miejsce na sen sobie wybrał. Tylko że to nie jest żul.

Kiedy przechodzę obok tej wnęki, okazuje się że, owszem, facet leży, ale na nim jest kobitka i intensywnie się całują.

Ostatnie dwa zdjęcia mają formę retrospekcji i a’proposu. Około dwa lata temu, kiedy jechałem tramwajem, natrafiłem na dość osobliwego gościa. Siedział on na schodkach tramwajowych. Nie przejmował się, że trochę przeszkadzał ludziom wchodzić i wychodzić. Czuć było od niego starymi ciuchami (które jak najbardziej na sobie miał – stare i brudne), lecz nie alkoholem ani “żulem”, był bardzo nieogolony, miał potargane, przetłuszczone włosy.

Przez całą drogę, aż nie wysiadł, patrzył się w jeden punkt i tasował wymiętą talię kart.

Na zakończenie. Facet podszedł do mnie gdy czekałem na tramwaj. Oglądałem akurat okładki magazynów za szybą kiosku. O ile dobrze pamiętam, najpierw spytał się mnie czy mam jakieś drobne. Wyglądał dość niechlujnie i zachowywał się trochę jakby był pijany, ale czemu nie czułem wogóle od niego alkoholu? W każdym razie odruchowo zbyłem go. Myślałem, że się zrazi i odejdzie, ale ten raczej spojrzał co oglądałem w tym kiosku, i zagaił, czy słucham muzyki. Powiedziałem mu, że tak, to się spytał jakie gatunki. Wtedy akurat słuchałem głównie rocka i ścieżek dźwiękowych filmów, więc tak mu właśnie odpowiedziałem. On opowiedział mi, że lubi tego bardziej klasycznego rocka, jak na przykład The Beatles, ale bardzo lubi eksperymentować z nową muzyką. Brzmiał, jakbym nie był pierwszym losowym przechodniem z którym o tym rozmawiał. Na koniec, kiedy w oddali widziałem już swój tramwaj, poprosił mnie o jednego wykonawcę, jednego którego w tej chwili bardzo chętnie słucham. Wyjaśnił, że więcej niż jednego nie zapamięta.

Pożegnał mnie słowami “Życzę ci wiele dobrej muzyki”.

W ludziach tkwi magia. Magia, której nie dostrzeże się, jeśli się dobrze nie patrzy.

15
cze
08

słońce nad Łodzią

Z 14.06.08:

Szkoda, że przez tę porażkę sztuki, jaką był romantyzm, wszelki ekscentryzm i melodramatyczne zachowanie kojarzy nam się z żałosnymi frajerami, desperacko próbującymi zwrócić na siebie uwagę.

Albo po prostu z żałosnymi frajerami, jak nasz ojczysty Konrad.

Jest 4 nad ranem. Siedzę sobie pod pomnikiem Kościuszki na Placu Wolności, czekając aż słońce wzejdzie ponad budynki. Oczekując, mam na kolanach zeszyt i piszę tą notatkę. Do tego wszystkiego pykam fajkę.

Muszę wyglądać ekscentrycznie. Wnioskuję po lokalnej bohemie artystycznej w świecących dresach, którzy na mój widok powiedzieli coś do siebie (chyba “Te, pa, co kolo”) i zaczęli się kretyńsko rechotać.

Wiem, że ci goście w życiu by na to nie wpadli, ale może komuś innemu ktoś taki, jak ja skojarzyłby się ze stereotypem samotnego romantyka.

Cały problem polega na tym, że niektórym (zaryzykuję: wielu, których znam) ludziom współczesny romantyzm się naprawde źle kojarzy. Dzisiaj przedstawicielami tego nurtu są wszelkiej maści undergroundowe subkultury, którym wydaje się, że ich ubiór czy gatunek słuchanej muzyki wyróżnia ich z tłumu i czyni ich indywidualistami. Z tego miejsca rozpoczyna się popularny tok (może raczej: skrót?) myślowy: indywidualista => znaczy, że intelektualista. Uważam, że ten tok ma sens. Ale ci ludzie dużo częściej robią z siebie błaznów, niż kogokolwiek innego.

Stąd niechęć do takich zachowań, do tego krzywego romantyzmu, świadczącego dużo częściej o zacofaniu, niż o prawdziwej inteligencji.

Niestety, sprawia to, że wszelkie młodzieżowe zapędy ekscentryczno-indywidualistyczne (i-cholera-wie-jakie-mądre-słowo-jeszcze) są często z miejsca wrzucane do tej samej szuflady co ci powyżej.

Szkoda, że ja też tam jestem wrzucany, za każdym razem gdy odwalam coś takiego jak to.

Dzisiaj o północy zdecydowałem, że chcę obejrzeć wschód słońca.

Jest 4 nad ranem, zimno jak cholera, a ja wyglądam jak pieprzony dziwak albo nadgorliwy student któremu pomylił się pomnik Kościuszki z biurkiem w akademiku.

Jestem romantykiem z impulsu. Doskonale sobie zdaję sprawę, że nie znajdę poparcia. Ale mam to w dupie. Będę częściej chodził oglądać wschód, może też zachód, właśnie tutaj. Bo a nuż pewnego dnia, o tej samej godzinie, w to samo miejsce przyjdzie inny romantyk z impulsu.

I strzelimy rotfla na stojąco, bo okaże się wtedy, że bliżej nam do dup wołowych niż indywidualistów.

Tyle pierwszego wpisu. Następne powinny być mniej och-rozmyśleniowe. Więcej mięsa, WIĘCEJ KURWA MIĘSA!