Posty otagowane ‘mięs

06
maj
09

prawdopodobnie tymczasowy powrót

Od kiedy rozpocząłem studia psychologiczne zetknąłem się z całą masą opisów przypadków ludzi dziwnych, nienormalnych, wyjątkowych. Od morderców, przez ludzi w których straszne jest właśnie to, że są normalni, aż po ciężko chorych umysłowo. O między innymi takie tematy właśnie miał zachaczać ten blog. Szkoda tylko, że wenę pisarską mam wyłącznie podczas dołków.

Właściwie, to możnaby mierzyć długość szczęśliwych okresów w moim życiu na podstawie odległości czasowych między postami tutaj, albo na turel.polter.pl. Na Mental Consumption pisałem raczej napadnięty licealną nudą.

Do rzeczy. Dzisiaj przeczytałem o osobie o wyjątkowej pamięci. Odnalazł go i zbadał twórca neuropsychologii, Aleksander Łuria, człowiek, który dostał się na uniwersytet w wieku 16 lat i ukończył go mając 19. Mniejsza o niego, bowiem przypadek tego mistrza mnemoniki jest o wiele ciekawszy, i… zaskakująco poetycki. Otóż potrafił on zapamiętać niemalże wszystko, na przykład bardzo długie ciągi cyfr nawet po 15 latach nie korzystania z nich. Łuria zaobserwował, że dokonywał tego za pomocą synestezji.

Upraszczając, instynktownie wyobrażał sobie coś, co kojarzyło mu się z tym, co miał zapamiętać.

Dla przykładu, zapamiętując cyfrę 1 wyobrażał sobie człowieka o dumnej postawie, zaś przy cyfrze 3 widział oczami umysłu osobę o skręconej kostce. Pogmatwane jak spaghetti, wiem.

W pewnym momencie jednak nadmiar zapamiętanych informacji zaczął mu przeszkadzać. Nie mógł znaleźć żadnego sposobu na zapomnienie ich. Chyba każdy z nas jest sobie w stanie wyobrazić, jak ten “dar” bardzo szybko mógł stać się nieokiełznanie uciążliwy. Ot, powołajmy się na pierwszą lepszą opowieść o superbohaterach.

Po pewnym czasie, razem z Łurią znaleźli sposób aby mógł on zapomnieć wybrane informacje. I oto gwóźdź programu, który odpiął moją szczękę od reszty czaszki.

Człowiek ten najpierw wyobrażał sobie (tak samo jak to robił za każdym razem, gdy cokolwiek zapamiętywał) pustą tablicę. Następnie wizualizował zapisywanie na tej tablicy informacji, które zamierzał zapomnieć.

I wtedy ją ścierał.

17
cze
08

zdjęcia rozbite w słowa

Z 14.06.08:

Jak wracałem, byłem świadkiem kilku dość uderzających widoków. Najłatwiej byłoby je uchwycić w zdjęcia, ale, cholera, nie miałem aparatu.

Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Zaczynamy.

Godziny bardzo-wczesno-poranne to okres wzmożonej mobilności biedoty miejskiej. Wielu z nich budzi się wtedy w swoich wcześniej upatrzonych melinach (o ile mają dostęp do chociaż tego) i idzie szukać. Po nocnych balangach tych, którym się powiodło, zostaje mnóstwo śmieci, które dla tych ludzi często okazują się wcale wartościowe. Aluminium, resztki jedzenia, poniszczone ciuchy. Wczesny ranek to najlepsza pora na ich pozbieranie.

Również dlatego, że wtedy niewielu patrzy.

Niedawno czytałem artykuł w Expressie o dziennikarce, która na jeden dzień przebrała się za cygankę-żebraczkę. Pisała ona, że nigdy w życiu nie czuła się tak upokorzona. Może ci ludzie czują się wcale podobnie. Jeśli tak, nie dziwię im się dlaczego nie chcą się pokazywać, ani trochę.

Scena: ulica Piotrkowska, około godziny 5 rano.

Obrazek pierwszy. Kobieta o zniszczonych włosach zebranymi w coś rodzaju koka, w wytartej i poszarpanej przy brzegach pomarańczowej kurtce. Odsłonięte przez zbyt krótkie spodnie poranione nogi, na nich sandały – na jednym z nich urwany jeden pasek spinający.

Kobieta ta stoi i patrzy na wystawę jeszcze zamkniętego sklepu jubilerskiego, oglądając biżuterię na którą pewnie nigdy nie będzie mogła sobie pozwolić.

Kolejne zdjęcie. Wysoki, stary facet o bardzo długich, siwych włosach i takiej samej brodzie. Przeplatające się, nieuczesane. Ma na sobie stary, zielony płaszcz w stylu, który wyszedł z mody w okolicach pierestojki i głasnosti – z pagonami i charakterystycznym paskiem. Wygląda, jakby od lat nie pozwolił sobie na zakup jakiegokolwiek nowego ciuchu.

Ma w uszach białe słuchawki. Wyglądają, jak od iPoda.

Cyk-cyk. Riff, sklep muzyczny. Jak ktoś jest z Łodzi, to wie jak to wygląda. W ścianie od strony ulicy jest wnęka ze schodami, które prowadzą do wejścia sklepu. Jeśli ktoś by w tej wnęce, na przykład, leżał, to nie byłoby go widać w całości, dopóki ktoś by nie przechodził obok i nie był w stanie do tej wnęki zajrzeć. Jeszcze mnie tam nie ma, widzę w oddali wystające czyjeś nogi. Żul, myślę sobie, nawet cwane miejsce na sen sobie wybrał. Tylko że to nie jest żul.

Kiedy przechodzę obok tej wnęki, okazuje się że, owszem, facet leży, ale na nim jest kobitka i intensywnie się całują.

Ostatnie dwa zdjęcia mają formę retrospekcji i a’proposu. Około dwa lata temu, kiedy jechałem tramwajem, natrafiłem na dość osobliwego gościa. Siedział on na schodkach tramwajowych. Nie przejmował się, że trochę przeszkadzał ludziom wchodzić i wychodzić. Czuć było od niego starymi ciuchami (które jak najbardziej na sobie miał – stare i brudne), lecz nie alkoholem ani “żulem”, był bardzo nieogolony, miał potargane, przetłuszczone włosy.

Przez całą drogę, aż nie wysiadł, patrzył się w jeden punkt i tasował wymiętą talię kart.

Na zakończenie. Facet podszedł do mnie gdy czekałem na tramwaj. Oglądałem akurat okładki magazynów za szybą kiosku. O ile dobrze pamiętam, najpierw spytał się mnie czy mam jakieś drobne. Wyglądał dość niechlujnie i zachowywał się trochę jakby był pijany, ale czemu nie czułem wogóle od niego alkoholu? W każdym razie odruchowo zbyłem go. Myślałem, że się zrazi i odejdzie, ale ten raczej spojrzał co oglądałem w tym kiosku, i zagaił, czy słucham muzyki. Powiedziałem mu, że tak, to się spytał jakie gatunki. Wtedy akurat słuchałem głównie rocka i ścieżek dźwiękowych filmów, więc tak mu właśnie odpowiedziałem. On opowiedział mi, że lubi tego bardziej klasycznego rocka, jak na przykład The Beatles, ale bardzo lubi eksperymentować z nową muzyką. Brzmiał, jakbym nie był pierwszym losowym przechodniem z którym o tym rozmawiał. Na koniec, kiedy w oddali widziałem już swój tramwaj, poprosił mnie o jednego wykonawcę, jednego którego w tej chwili bardzo chętnie słucham. Wyjaśnił, że więcej niż jednego nie zapamięta.

Pożegnał mnie słowami “Życzę ci wiele dobrej muzyki”.

W ludziach tkwi magia. Magia, której nie dostrzeże się, jeśli się dobrze nie patrzy.