Posty otagowane ‘niemięs

02
lip
08

tabloidy nie dostaną kozła ofiarnego

Uwaga: wpis o grach komputerowych. Może spowodować ostre wymioty, senność, rzeżączkę i dzięcielinę pałę. Innymi słowy, czasami po prostu muszę dać upust swojemu wewnętrznemu fanboyowi.

Blizzard ostatnio sypie zapowiedziami. Ledwo ujawnili pierwsze jednostki Zergów w nowym Starcrafcie, a już mamy ogłoszone trzecie narodziny pradawnego zła. Znaczy Diablo. III, zresztą.

Co jest na stronie, każden widzi. Wygląda na to, że panowie w błękicie odchodzą od sprawdzonej formuły tego cyklu, będącej wypadkową mrocznych poematów o pierwotnym źle wyśnionym w najplugawszych koszmarach zapomnianych przez ludzkość bogów, a satanistyczną symboliką utopioną w hektolitrach flesh&gore.

Zamiast tego na razie mamy kolorowe lasy a la Dungeon Siege, śmieszne potworki rodem z WoW i wesołe SFX przypominające czasy Revenant (kojarzy ktoś jeszcze?).

Może jestem laikiem w dziedzinie marketingu, ale wydaje mi się, że na samym wstępie trzeba pokazać esensję gry. Trzeba wyraźnie zaznaczyć jej klimat. Więc gdzie są bluźniercze rytuały, krwawe scenerie w szarych kolorach, powergotyckie poematy i płonące pentagramy?

Moja opinia: po odejściu Billa Ropera, blizzardowcom warcraft padł na mózg.

Kreskówkowizację Starcrafta jakoś przełknąłem. Ale this… this is blasphemy. This is madness!

Jak znam życie i reputację Blizzard, wyniki sprzedaży odkrzykną co mają odkrzyknąć i kopną mnie w dół jakiejś nieskończonej studni.

Może nawet na dnie będą kolce, jeśli Midway nie zagrozi pozwem za plagiat.

Wracając do Diablo. Wszystkie opublikowane dotychczas materiały, od artworków, przez screenshoty aż po fabularyzowane teksty wskazują na to, że odchodzimy od wszystkiego, co kontrowersyjne, a gra zmienia się w kolejną opowieść o dzielnych poszukiwaczach przygód w niewyróżniającym się świecie fantasy.

Poczytajcie, co zrobili biednemu Tristram.

Zmienili je w centrum turystyczne dla poszukiwaczy przygód.

CENTRUM TURYSTYCZNE DLA POSZUKIWACZY PRZYGÓD.

A Cain, ten pompatyczny mędrzec, ostatni żywy członek starożytnego zakonu magów Horadrim, et cetera ad infinitum, został mianowany pocieszną maskotką i postacią humorystyczną.

Zmusili go nawet do sparodiowania swojego legendarnego “Hello my friend, stay a while and listen”.

Diablo wspięło się na nowe szczyty profanacji. Aż do przesady.

Przynajmniej Tyrael nadal ma zajebiste skrzydła.

Widoczna jest fascynacja demonologią kultur bardziej egzotycznych od europejskiej. Dlatego spekuluję, że poza barbarzyńcą, comeback zaliczy też amazonka (choć na pewno w zmienionej formie, ze względu na możliwość wyboru płci) i druid. Również paladyn wydaje się zwyczajnie obligatoryjny, choć może się okazać zbyt… europejski. Reszta klas będzie na pewno czymś zupełnie nowym.

Haha, mogę sobie ich krytykować ile chcę. I tak gra, znowu, pobije wszelkie rekordy sprzedaży, znowu, będzie koszmarnie opóźniona, i, znowu, będę się w nią zagrywać jak głupi.

A skoro mowa o kozach, bluźnierczych orgiach i sataniźmie, to zalinkuję do bloga mojej najgorszej MG, która nie ma z tym wspólnego zupełnie nic.

15
cze
08

słońce nad Łodzią

Z 14.06.08:

Szkoda, że przez tę porażkę sztuki, jaką był romantyzm, wszelki ekscentryzm i melodramatyczne zachowanie kojarzy nam się z żałosnymi frajerami, desperacko próbującymi zwrócić na siebie uwagę.

Albo po prostu z żałosnymi frajerami, jak nasz ojczysty Konrad.

Jest 4 nad ranem. Siedzę sobie pod pomnikiem Kościuszki na Placu Wolności, czekając aż słońce wzejdzie ponad budynki. Oczekując, mam na kolanach zeszyt i piszę tą notatkę. Do tego wszystkiego pykam fajkę.

Muszę wyglądać ekscentrycznie. Wnioskuję po lokalnej bohemie artystycznej w świecących dresach, którzy na mój widok powiedzieli coś do siebie (chyba “Te, pa, co kolo”) i zaczęli się kretyńsko rechotać.

Wiem, że ci goście w życiu by na to nie wpadli, ale może komuś innemu ktoś taki, jak ja skojarzyłby się ze stereotypem samotnego romantyka.

Cały problem polega na tym, że niektórym (zaryzykuję: wielu, których znam) ludziom współczesny romantyzm się naprawde źle kojarzy. Dzisiaj przedstawicielami tego nurtu są wszelkiej maści undergroundowe subkultury, którym wydaje się, że ich ubiór czy gatunek słuchanej muzyki wyróżnia ich z tłumu i czyni ich indywidualistami. Z tego miejsca rozpoczyna się popularny tok (może raczej: skrót?) myślowy: indywidualista => znaczy, że intelektualista. Uważam, że ten tok ma sens. Ale ci ludzie dużo częściej robią z siebie błaznów, niż kogokolwiek innego.

Stąd niechęć do takich zachowań, do tego krzywego romantyzmu, świadczącego dużo częściej o zacofaniu, niż o prawdziwej inteligencji.

Niestety, sprawia to, że wszelkie młodzieżowe zapędy ekscentryczno-indywidualistyczne (i-cholera-wie-jakie-mądre-słowo-jeszcze) są często z miejsca wrzucane do tej samej szuflady co ci powyżej.

Szkoda, że ja też tam jestem wrzucany, za każdym razem gdy odwalam coś takiego jak to.

Dzisiaj o północy zdecydowałem, że chcę obejrzeć wschód słońca.

Jest 4 nad ranem, zimno jak cholera, a ja wyglądam jak pieprzony dziwak albo nadgorliwy student któremu pomylił się pomnik Kościuszki z biurkiem w akademiku.

Jestem romantykiem z impulsu. Doskonale sobie zdaję sprawę, że nie znajdę poparcia. Ale mam to w dupie. Będę częściej chodził oglądać wschód, może też zachód, właśnie tutaj. Bo a nuż pewnego dnia, o tej samej godzinie, w to samo miejsce przyjdzie inny romantyk z impulsu.

I strzelimy rotfla na stojąco, bo okaże się wtedy, że bliżej nam do dup wołowych niż indywidualistów.

Tyle pierwszego wpisu. Następne powinny być mniej och-rozmyśleniowe. Więcej mięsa, WIĘCEJ KURWA MIĘSA!